Kilkanaście minut temu zakończyło się szlagierowe spotkanie w polskiej lidze. Obecny mistrz Polski, Lech Poznań podejmował u siebie obecnego wicemistrza, Wisłę Kraków. Mecz zakończył się zwycięstwem gospodarzy aż 4:1.
Początek spotkania należał do “Kolejorza”, który zamknął “Białą Gwiazdę” na ich połowie, a swoje szanse na otwarcie wyniku mieli Peszko i Henriquez. Ich strzały bez problemu wybronił Pawełek.
W 8. minucie obrońca Wisły – Chavez został odesłany przez Borskiego do szatni, aby zmienił getry na jednolity kolor. Cóż skrupulatność polskich sędziów rzadko dotyczy wydarzeń boiskowych, ale każde inne nie umknie ich uwadze.
W 12. minucie pierwszy celny strzał oddali goście, a konkretniej Boukhari. Strzał Marokańczyka bez problemów wybronił Kotorowski.
W 14. minucie z kolei kapitalna akcja Lecha. Stilić podał do Peszki, a ten w pole karne do Rudnevsa, który nie trafił w piłkę. Gdyby się do tego uderzenia przyłożył byłoby już 1:0.
W kolejnej akcji “Kolejorza” błysnął Arboleda, który zdecydował się na indywidualną akcję. Mało tego popisał się kapitalnym prostopadłym podaniem do Rudnevsa. Niestety Łotysz nie docenił umiejętności kolegi z drużyny i nie zdążył przejąć piłki.
Po 20. minutach tempo nieco spadło. Czyżby stare wady Lecha już wróciły? Miejmy nadzieję, że nie, bo póki co Wisła prezentuje się mizernie i gdyby Lech zniżył się do poziomu Wisły mielibyśmy nudny bezbramkowy remis.
Szybko jednak Lech pokazał, że nie zamierza w tym spotkaniu czekać na ataki rywala. Już w 25. minucie znów kapitalną akcją na skrzydle popisał się Peszko, który zgrał piłkę do Stilicia. Bośniak jednak fatalnie skiksował.
Kolejne minuty to już kompletny chaos na boisku. Ze strony Wisły fatalnymi zagraniami popisywali się Boukhari oraz Małecki. Natomiast ze strony Lecha, Kriwiec i Bandrowski.
Wynik spotkania nie uległ zmianie do końca pierwszej połowy. Miejmy nadzieję, że w drugiej zobaczymy już bramki.
Początek drugiej połowy należał do Lecha, ale to Wisła pierwsza zdobyła bramkę. Podanie Sobolewskiego na bramkę zamienił niezawodny Paweł Brożek. Coś mi ta sytuacja przypomina.. Legia… Zagłębie.. Jagiellonia..
Moje myśli szybko zostały rozwiane przez Injacia, który kapitalnym uderzeniem z woleja pokonał Pawełka. Bramkarz “Białej Gwiazdy” miał już piłkę na rękawicy, ale niestety siła uderzenia była niesamowita.
Spotkanie wyraźnie się ożywiło i wygląda dużo lepiej niż w pierwszej połowie. Obie jedenastki wymieniały się atakami. Pierwsza groźną sytuację stworzyła Wisła, która w 60. minucie miała rzut wolny. Na uderzenie zdecydował się Małecki. Jego strzał z trudem wybronił Kotorowski.
W 67. minucie obrona Wisły została wymanewrowana przez czterech aktywnych Lechitów. Bramkę w tej sytuacji po asyście Kikuta zdobył Kriwiec, którego nie powinno już być na placu gry, gdyż od dobrych kilku minut na wejście na boisko czekał Kiełb.
Kolejne minuty mijają i widać, że Lech fizycznie prezentuje się lepiej niż jego rywal, a to zapowiada nam kolejne bramki w tym spotkaniu.
W 78. minucie na boisku pojawia się Tshibamba, który w swojej pierwszej akcji sprytnie wymusił faul Wilka w polu karnym. Borski nie wahał się ani chwili i wskazał na wapno. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Stilić, który mocnym strzałem pokonał Pawełka. Było już 3:1.
W 89. minucie jesteśmy świadkami przykrego i zarazem bolesnego starcia na boisku. Peszko wszedłem wślizgiem w Clebera. Obrońca Wisły padł na murawę, a zaraz za nim to samo zrobił Tshibamba. Napastnik Lecha mówiąc wprost usiadł na tyłku Clebera i docisnął jego głowę do murawy. Cała sytuacja wyglądała tak niefortunnie, że Cleber nadciągnął się mięśni krzyżowe,a nawet mógł uszkodzić sobie odcinek lędźwiowy kręgosłupa.
Brazylijczyk po kilku minutach został przewieziony do szpitala. Cała ta sytuacja trwała aż 7. minut. Trener Wisły nie mógł już dokonać żadnej zmiany, bo wykorzystał komplet zmian w swojej drużynie. Osłabiona Wisła w 10. minucie doliczonego czasu gry straciła czwartą bramkę, którą zdobył rezerwowy Możdżeń.
Zatem szlagier polskiej ligi zakończył się zwycięstwem Lecha, a to zwycięstwo znów komplikuje sytuację w tabeli, bo znów wiele drużyn dzieli od siebie niewielka różnica punktowa. W naszej lidze wszystko może się jeszcze zdarzyć.

Lech Poznań – Wisła Kraków
4:1
[Dimitrije Injac (52), Siergiej Kriwiec (67), Semir Stilić (79 k.), Mateusz Możdżeń (90+) - Andraz Kirm (49)]
Żółte kartki: Luis Henriquez – Radosław Sobolewski, Cezary Wilk, Cleber, Osman Chavez
Sędzia: Marcin Borski (Warszawa)
Widzów 30 000
Skład
Lech Poznań: Krzysztof Kotorowski – Marcin Kikut, Manuel Arboleda, Ivan Djurdjević, Luis Henriquez – Dimitrije Injac, Tomasz Bandrowski, Sławomir Peszko (90. Mateusz Możdżeń), Siergiej Kriwiec (68. Jacek Kiełb), Semir Stilić – Artjoms Rudnevs (79. Joel Tshibamba)
Wisła Kraków: Mariusz Pawełek – Erik Cikos, Osman Chavez, Cleber, Dragan Paljić – Radosław Sobolewski, Patryk Małecki (74. Piotr Brożek), Cezary Wilk (81. Maciej Żurawski), Nourdin Boukhari (57. Łukasz Garguła) – Andraz Kirm, Paweł Brożek


