Już w 1/8 finału los połączył Arsenal Londyn z FC Barceloną. Oba zespoły były uważane za faworytów pucharu, a teraz musiał się spotkać już teraz i już teraz jeden z tych zespołów straci szanse na zdobycie pucharu Ligi Mistrzów.
Od początku spotkania obraz gry nikogo nie zaskakiwał to goście posiadali piłkę i to goście szukali skutecznej drogi do bramki gospodarzy. Po chwili przytłamszony przez Barcelonę, Arsenal ruszył nieśmiało do ataku, nie chciał statystować w tym meczu “Blaugranie”.
I tak w 7. minucie spotkania van Persie strzałem z ostrego kąta zatrudnił Valdesa, który bez większych problemów wyłapał piłkę i szybko wznowił grę. Tą kontrę musiał przerwać faulem, Song, za co otrzymał żółtą kartkę.
Dość niespodziewanie to Arsenal dominował, ale tylko do 15. minuty, kiedy to mógł zostać skarcony za swoją zbyt odważną grę do przodu. Villa wysłał w bój Messiego. Argentyńczyk stanął oko w oko ze Szczęsnym i minimalnie chybił. Bramkarz Arsenalu bardzo dobrze skrócił kąt Argentyńczykowi nie pozostawiając mu wyboru w skutecznym zakończeniu tej akcji.
Oba zespoły raz po raz atakowały bramkę rywala, ale to Arsenal szybciej tracił piłkę. Barcelona w swoim stylu starała się rozgrywać piłkę, aby w ostatecznym elemencie gry przyspieszyć i zdobyć gola.
Cierpliwość graczy Barcelony została uhonorowana bramką w 26. minucie, kiedy to Messi wysłał w bój Davida Villę, a Hiszpan w sytuacji sam na sam ze Szczęsnym nie dał Polakowi szans i wyprowadził Barcelonę na prowadzenie.
Po utracie bramki Arsenal stracił trochę z polotu, wydaje się, że “Kanonierzy” boją się stracić drugą bramkę, która przekreślałaby ich szanse na korzystny wynik w tym spotkaniu.
W 38. minucie mogło być 2:0, ale sędzie nie uznał bramki Messiego. Według arbitra z Włoch, Argentyńczyk był na pozycji spalonej w chwili oddawania strzału, a wszystko zaczęło się od ręki Djourou w obrębie pola karnego. Zagranie Szwajcara nie było umyślne, więc o rzucie karnym nie może być mowy.
W końcowych minutach pierwszej połowy spotkania 1/8 finału Ligi Mistrzów kontrolę nad piłką przejął Arsenal, ale nie był w stanie zagrozić bramce Valdesa, który jak na razie spisywał się bez zarzutu.
Od początku drugiej połowy kibice Arsenalu mogli być zadowoleni. Dość niespodziewanie to Arsenal przejął kontrolę w środku pola, a raczej młody Anglik – Jack Wilshere, który swoim zaangażowaniem przyćmił Xaviego i Busquetsa oraz mało widocznego w tym meczu Iniestę.
Arsenal wyraźnie poczuł się pewniej. Przejął kontrolę i tak jakby napięcie z zawodników uszło i wstąpiło w zawodników Barcelony, którzy całym obrotem sprawy byli zaskoczeni.
W 57. minucie znów zbytnia pewność siebie Arsenalu mogła zostać skarcona, ale Pedro mając pewną sytuację sam na sam ze Szczęsnym dał się dogonić Koscielnemu, który skutecznie wybił z rytmu Hiszpana. Swoją drogą Francuz rozgrywa fenomenalne zawody. W pojedynkach jeden na jednego najprawdopodobniej w tym meczu nie przegrał żadnego.
Przez kolejne minuty nadal Arsenal miał przewagę i nadal wali głową w mur. “Kanonierzy” nie potrafili znaleźć drogi do bramki Valdesa, a czasami nawet w pole karne hiszpańskiego zespołu.
W 78. minucie walenie głowa w mur Arsenalu przyniosła w końcu skutek i cegły w bramce Valdesa nie wytrzymały i padły. Van Persie zdecydował się na uderzenie z ostrego kąta. Teoretycznie Valdes powinien wybić piłkę przynajmniej na róg, ale Hiszpan zostawił trochę miejsca w krótkim rogu bramki i właśnie tam miejsce znalazła piłka po uderzeniu Holendra. Twarz trenera Barcelony wyraźnie zbladła, a twarz Wengera nabrał rumieńców. Chyba po zawartości butelki, którą Francuz obalał od początku drugiej połowy.
Wydawało się, że Barcelona pokusi się o przejęcie kontroli nad piłką w środku pola, ale jakoś nikomu nie chciało się walczyć z jednym Anglikiem, co szybko się zemściło.
Już w 83. minucie rezerwowy Arszawin umieścił piłkę w siatce Barcelony. Rosjanin otrzymał piłkę od Nasriego i zdecydował się na uderzenie z pierwszej piłki w stronę skąd przyszła piłka, czyli standardowo. Niestandardowo zachowali się za to Pique i Valdes obaj tym razem zmierzali w kierunku bliższego słupka.
Po stracie bramki, Barcelona rzuciła się do odrabiania strat, grając głównie na Daniego Alvesa, który chyba jako jedyny miał jeszcze jakiś plan rozwiązania akcji w tym meczu ze strony gości.
Ostatecznie do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie. Arsenal zasłużenie wygrał z Barceloną i przed rewanżem na Camp Nou jest bliżej awansu do kolejnej fazy turnieju.

Arsenal Londyn – FC Barcelona 2:1
[Robin van Persie (78), Andriej Arszawin (83) - David Villa (26)]
Skład
Arsenal: Wojciech Szczęsny – Emmanuel Eboue, Johan Djourou, Laurent Koscielny, Gael Clichy – Theo Walcott (77-Nicklas Bendtner), Cesc Fabregas, Alex Song (68-Andriej Arszawin), Jack Wilshere, Samir Nasri – Robin van Persie
Barcelona: Victor Valdes – Dani Alves, Gerard Pique, Eric Abidal, Maxwell – Xavi, Sergio Busquets, Andres Iniesta (89-Adriano) – Pedro, Lionel Messi, David Villa (68-Seydou Keita)


